Texts
Texts
 

    NIEWYSłOWIONE FOTOGRAFIE BIRGUSA

Czy nazywając cykl swoich zdjęć Niewysłowione Birgus odebrał nam możliwość mówienia o wszystkim, co wznosi się ponad formalny aspekt tych fotografii? Birgus jest zdania, że fotografia – tak jak inne sztuki wizualne – może wyrażać to, co niewypowiadalne, czego nie jesteśmy w stanie objąć słowem. Czy jeśli nie wdamy się z nim w polemikę (twierdząc, że cały nasz świat jest językowy i czego nie ujmujemy słowem – po prostu nie istnieje), a pozostaniemy przy jego opinii, to czy możemy jednak spróbować wyrazić słowem to, o czym opowiada Birgus? Z pewnością tak. Możemy na przykład rozumieć “niewysłowione”, jako coś niedopowiedzianego wizualnie, nie pokazanego. Jak na zdjęciu z Chicago: kobieta w dramatycznym geście zakrywa dłonią usta. Nie wiemy dlaczego – to, co najbardziej interesujące, zostało jakby zabrane, ukryte. W zamian Birgus dręczy nas banalną sceną uliczną. Ale jaką historię celowo i “złośliwie” pozostawił poza kadrem? Dzieją się tam “dantejskie sceny”, czy kobieta po prostu ziewa? “Niewysłowione” zaczyna znaczyć tyle, co: niedopowiedziane, oddane władzy naszej wyobraźni.

Jednak pole interpretacji tych “niedopowiedzeń” ogranicza cień – nieodłączny element każdej fotografii Birgusa. Rzucany przez osoby lub przedmioty znajdujące się poza kadrem, zaświadcza o tym, co się tam dzieje. Ale jest tylko kolejnym niedopowiedzeniem, jedynie marną namiastką świata, którego nie możemy poznać. To kolejny element gry z odbiorcą wciąż mamionym produktami wtórnymi, efektami ubocznymi. Przecież cień potrafi być zwodniczy – niewiarygodny i dwuznaczny. Czy w Moskwie do strzelającego z wiatrówki chłopca celuje obiektywem Birgus, a przygląda się temu przypadkowy przechodzień? Czy może ktoś do chłopca mierzy z pistoletu, a ktoś inny – długi, monumentalny cień kojarzący się z opiekunem, strażnikiem: ojcem? Aniołem Stróżem? – nie wiedzieć czemu, przygląda się temu spokojnie?

Jednak cień jest u Birgusa przede wszystkim elementem dwuwartościowego, niemal manichejskiego podziału świata. Artysta konstruuje swój metaforyczny świat w oparciu o opozycję światła i cienia. Na Teneryfie sielankowa scena – w słońcu i z udziałem dzieci – skonfrontowana jest z surowością zacienionego, górskiego krajobrazu. Choć często i tak nie jesteśmy w stanie zrozumieć rzeczywistości, którą odsłania światło, to jednak ją widzimy i możemy próbować ogarnąć umysłem – cień nie daje nam takiej możliwości. Skrywa wszystko, czego nie powinniśmy zobaczyć, dokucza nam swoją niejednoznacznością, tworzy zagadkową “krainę ciemności”. Do takiej krainy wydają się zmierzać dwie kobiety w Moskwie – jedna jest z tym już zupełnie pogodzona, druga – znajdująca się na granicy światów – stara się jeszcze w ostatniej chwili zaczerpnąć odrobinę światła.

Fotografie czeskiego artysty nie są – poza kilkoma wyjątkami – estetycznie efektowne przy pierwszym kontakcie: nie narzucają się, łatwo pozostać im niezauważonymi. Wymagają uwagi, by z pozornego chaosu barw i postaci, rozstawionych niczym marionetki, wyłoniły się niebanalne skojarzenia i znaczenia. Jak twierdzi sam autor, kolor przestaje pełnić na jego zdjęciach funkcję wyłącznie opisową i nabiera znaczenia symbolicznego. Często w całym kadrze dominuje jedna barwa – w taki sposób Birgus najczęściej używa błękitu. Na zdjęciach z Tunisu, Miami Beach (2000), a szczególnie z Dover, barwa morza przenika również człowieka, pochłania go, jakby podkreślając jego alienację i bezsilność wobec żywiołu.

Czasem zaś, do wyrażenia dodatkowego znaczenia, wystarcza mała barwna plamka – jak na zdjęciu z Gorzowa: kropla krwi zdaje się lada chwila spaść na chłopca i tchnąć nowe życie w pogrążone w marazmie peerelowskie podwórko. Obecna niemal na każdej fotografii czerwień – symbol miłości i życia – nadaje ostatecznie cyklowi optymistyczną wymowę.

Ludzie na fotografiach Birgusa zdają się odgrywać jakiś absurdalny spektakl: przybierają dziwne pozy i miny, jakby chcieli odrealnić swoją codzienność; wznieść się na poziom sztuczności, by nadać nowych znaczeń sytuacjom, w których uczestniczą. Tym zdjęciom nietrudno byłoby udawać reporterski zapis festiwalu teatrów ulicznych. Skoczek bungee na Krecie, chłopiec w Berlinie czy dzieci na Teneryfie – wszyscy zdają się być wyrwani z kontekstu, siłą wrzuceni i starannie dopasowani przez fotografa do nowego, sztucznego świata. Stoją więc nieruchomo, pozbawieni swej indywidualności. Ale równie często ludzie u Birgusa stanowią niepokorny żywioł (Tunis ’99, Portsmouth ’87, Chicago ’98): są w ruchu, często biegną, jakby chcieli się wyrwać, uciec. Ale nie sprzed obiektywu, lecz ze świata, który artysta tak starannie komponuje. Tyle że Birgus właśnie na to czeka. Ta ucieczka jest “jego światem”, tematem przewodnim jego zdjęć. Uciekanie wprowadza niepokój, jest świadectwem próby ukrycia czegoś. Fotograf demaskuje zamiary tych ludzi, nie pozwala ukryć im ich własnej historii – pozostawia nas z nią sam na sam, tworząc kolejną sferę niewysłowień i niedomówień.

Birgus poświęca mnóstwo czasu i energii, szukając na ulicach dziesiątek miast miejsc i sytuacji, które na fotografii nabiorą zamierzonego znaczenia. Czy nie prościej byłoby jednak wykreować takie sytuacje w stworzonych sztucznie warunkach, gdzie proces powstawania zdjęcia można całkowicie kontrolować? Nie, bo siła fotografii Birgusa tkwi w dużym stopniu w tym, że autor traci część kontroli nad procesem twórczym. I on o tym doskonale wie. Jego pozornie banalna wędrówka z aparatem po ulicach, okazuje się w pełni przemyślanym i świadomym poszukiwaniem własnych “światów możliwych”, które stają się realne na chwilę, zupełnie przypadkowo i tylko w tym jednym. Ale – paradoksalnie – w miejscu i czasie oraz w sposób dokładnie przez fotografa przewidziany. Zatem to, co widzimy na zdjęciu, to jakaś dziwna kompilacja przypadku i celowości. To sytuacja, której zaistnienie Birgus celowo wymusił na rzeczywistości, ale która jest jednocześnie na tyle przypadkowa, że nie mogłaby być czystą kreacją twórczą, powstałą np. w studiu. Na tym polega unikatowość tych fotografii.

Tomasz Czech
Biuletyn Fotograficzny (Kraków) 11/2004

Czech, Tomasz: Niewyslowione. Fotografie Vladimíra Birgusa. Biuletyn Fotograficzny (Kraków), 2004, č. 11, s. 22-25.

>>>back

 
Cannes, 1980